Holandia. “Czas wszcząć alarm” Co trzecie zgłoszenie przemocy domowej z polskich rodzin

Jedna trzecia wszystkich zgłoszeń o przemocy domowej lub krzywdzenia dzieci w holenderskich gminach Helmond i Peel dotyczy polskich rodzin – wynika z raportów gromadzonych przez organizację społeczną Veilig Thuis. – Kiedy oferujemy pomoc, ludzie często reagują zdziwieniem. Nie są do tego przyzwyczajeni – zauważyła przedstawicielka organizacji.

Organizacje społeczne w Holandii z niepokojem obserwują sytuację w polskich rodzinach w regionach, do których najczęściej osiedlają się przybysze znad Wisły. Liczba zgłoszeń dotyczących przemocy domowej wśród osób otrzymujących zasiłek chorobowy wzrasta. 

Krystyna Meijer z ośrodka wsparcia migrantów zarobkowych LEVGroep uważa, że “​​czas wszcząć alarm”: – Ta grupa jest zagrożona zapomnieniem.

Według Meijer wiele polskich rodzin trafia do domów, które są właściwie slumsami, a czasem nagle trafiają na ulicę. Problem dotyczy jednak także sporej grupy polskich rodzin, które w gminach Peel (Limburgia) i Helmond (Brabancja Północna) mieszkają często od ponad piętnastu lat – informuje Polsatnews.pl.

Zostań patronem serwisu Poloniaswiat.pl

Według raportów otrzymywanych przez organizację Veilig Thuis problem dotyczy zarówno przemocy domowej, jak i krzywdzenia dzieci. Jedna trzecia spraw zgłaszanych w gminach Peel i Helmond dotyczy sytuacji w społeczności polskiej.

Merijn Goes z Veilig Thuis nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego liczby są tak wysokie. – Udział polskich rodzin jest uderzający i dlatego zwracamy na to szczególną uwagę. Od jakiegoś czasu rozmawiamy na ten temat wspólnie z gminami, agencjami opieki nad młodzieżą, a także z LEVGroep – powiedział Merijn Goes w rozmowie z “Algemeen Dagblad”. – Razem staramy się zobaczyć, co możemy z tym zrobić. Jak możemy pomóc – dodał.

Zwrócił uwagę, że udzielanie pomocy nie jest proste, gdyż “ludzie często są bardzo zaniepokojeni, myślą, że przyjeżdżamy po ich dzieci”.

Goes zwraca także uwagę na różnice kulturowe, które nie ułatwiają kontaktu. – Polacy zawsze byli dużo bardziej zależni od siebie. Są do tego przyzwyczajeni. Dziwią się, kiedy oferujemy pomoc. Ich odpowiedź brzmi: sami to rozwiązujemy – wyjaśniał Goes. Zwrócił jednak uwagę, że ponieważ problemy narastają, a w pewnej chwili może ich być za dużo, by samodzielnie sobie z tym poradzić, to wówczas Polacy nie wiedzą choćby z jakiej skorzystać infolinii, gdzie szukać pomocy. 

Zobacz również: Niemcy: “To jakiś żart” Testy na koronawirusa z dyskontów wyprzedane w jeden dzień