Brexit w pigułce. Nowe utrudnienia dla Polaków w Wielkiej Brytanii

Wraz z nadejściem 2021 roku zakończył się okres przejściowy, w którym Wielka Brytania, chociaż nie należała do Unii Europejskiej, pozostawała związana z nią wszystkimi regulacjami. Teraz już tak nie jest. Co w związku z Brexitem zmieniło się dla Polaków?

Od tego miesiąca obowiązuje już nowa umowa handlowa, która otwiera nowy rozdział w relacjach Brukseli z Londynem. Dzięki niej nie ma ceł, ale pojawiły się za to utrudnienia we wzajemnych kontaktach. Obecnie Wielka Brytania i Unia Europejska to dwa różne podmiotu: odrębne rynki, obszary celne oraz regulacyjne.

Problemy już na granicach

Na tę chwilę pojawiają się spore trudności w kwestii przewożenia różnych towarów z Polski do Wielkiej Brytanii, jak również w odwrotnym kierunku. Problemy pojawiają się szczególnie na granicach – informuje Polskie Radio.

– Kiedyś potrzebowaliśmy tylko 2 kartek papieru, żeby przewieźć towar z Polski do Wielkiej Brytanii, a teraz potrzeba ich już 11. Wiele z tych nowych procedur nie zostało odpowiednio wyćwiczonych. Widzimy też, że systemy informatyczne, które miały działać, jednak jeszcze nie działają – twierdzi Michael Dembinski z Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Towar z Wysp bez cła

Niemiłą niespodzianką dla Polaków mogą być koszty sprowadzania towarów z Wielkiej Brytanii. Zgodnie z umową podpisaną przez Brytyjczyków i UE, towary wyprodukowane na Wyspach Brytyjskich mogą zostać przewiezione na teren Wspólnoty bez cła. Inaczej jest, kiedy Brytyjczycy są pośrednikami. – Jeżeli jednak nie ma zaświadczenia, że Wielka Brytania jest krajem, w którym wyprodukowano towar, to płaci się cło. Bardzo dużo brytyjskich firm handlujących w Polsce sprzętem elektronicznym, posiada towar pochodzący z Chin – słyszymy.

Oznacza to, że na przykład książka wydrukowana w Wielkiej Brytanii, nie zostanie objęta cłem, natomiast miernik wyprodukowany w Chinach, gdzie pośrednikiem przy jego sprzedaży jest brytyjska firma, zostanie już nim objęty.

Polacy nie mogą zamykać się na brytyjski rynek

Zdaniem gościa radiowej Jedynki sytuacja powinna uspokoić się w marcu lub kwietniu. Jednocześnie podkreśla, że polscy eksporterzy nie powinni zamykać się na brytyjski rynek, ponieważ w dalszym ciągu będzie on całkiem bogaty.

Będą większe problemy oraz biurokratyczne wyzwania, ale trzeba będzie to z determinacją przeskoczyć. Wielka Brytania produkuje za mało. Produkcja przemysłowa stanowi tam jedynie 8,5 proc. PKB, natomiast w Polsce jest to już 17 proc. PKB. Dlatego Brytyjczycy są skazani na kupno towaru. Pojawia się tylko pytanie, gdzie go kupią. Polska ma tę przewagę, że jest konkurencyjna cenowo. Polski eksporter powinien wiedzieć, żeby nie odpuszczać sobie tego rynku – uważa Michael Dembinski.

Co z rozmowami telefonicznymi?

Wielu Polaków obawia się także, że już niedługo zapłaci dużo wyższe rachunki za rozmowy telefoniczne bądź sms-y do bliskich przebywających na Wyspach Brytyjskich. Jak okazuje się, nie do końca musi tak być.

– To wszystko zależy od operatora. Niektórzy operatorzy widzą, że na Wyspach jest 850 tys. Polaków i nie chcą stracić tych klientów. Dlatego nie będą dawali oporowych cen. Jesteśmy też w epoce WiFi i większość domów w Wielkiej Brytanii posiada routery, więc można kontaktować się też przez komunikatory – wyjaśnia ekspert Jedynki.

Warto również pamiętać o przepisach dotyczących COVID-19. Jadąc do Wielkiej Brytanii musimy posiadać zaświadczenie dotyczące negatywnego testu na obecność koronawirusa. Test musi zostać wykonany w ciągu 72 godzin przed przekroczeniem granicy. W przypadku jego braku grozi nam kara w wysokości 500 funtów.

Zobacz też: Londyn uznany za jedno z najgorszych miast do życia “Tu nie jest bezpiecznie”